Rano, bodaj o 11:45 wsiadłem do pociągu na stacji Katowice-Ligota. Krzysiu wsiadł na następnej stacji, czyli w Piotrowicach. Jechaliśmy wygodnym Elfem (zresztą z powrotem też nam się taki trafił).
W Rajczy byliśmy o 14:00. Od tamtej pory wyprawa była podzielona na trzy zasadnicze etapy zanim dotarliśmy do miejsca docelowego - dojście do bacówki, odpoczynek w bacówce przy kiełbasce i dojście do schroniska na Hali Lipowskiej, kilka minut od Rysianki. Co ciekawe wszystkie te trzy etapy trwały dokładnie po 2 godziny :)
Zanim doszliśmy do bacówki szliśmy najpierw przez Rajczę, mijając po drodze między innymi rzekę Sołę i stojący przy głównej drodze krzyż.
Po kilkunastu minutach marszu weszliśmy w długą dolinę rzeki Nieckuliny. Tędy szliśmy prawie godzinę. Przez te kilka kilometrów wije się malowniczo położona wioska ze starymi góralskimi chatami, ale i z ładnymi nowoczesnymi willami.
A to wspomniana rzeka Nieckulina.
Gdy skończyły się zabudowania chwilę jeszcze szliśmy wzdłuż strumienia po czym skręciliśmy w boczną drogę, która akurat również biegła wzdłuż strumienia. Tam zrobiliśmy pierwszy odpoczynek na kanapkę i ciepłą herbatkę.
Za niedługo droga nieco się zwęziła, a do tego weszła w gęstszy las. Po półgodzinie doszliśmy w końcu do polany bacówkowej. Słońce dopiero co zaszło, a na niebie chmury przybrały niecodzienny różowo-fioletowy kolor. Cały świat wyglądał jak przez różowe okulary.
Po raz kolejny udało mi się znaleźć zimującego motyla. Przykleił się do stropu zaraz przy drzwiach.
O godzinie 18:00 wyruszyliśmy z bacówki w kierunku schroniska na Hali Lipowskiej





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz